Burmistrz ma innowacyjny pomysł na problem drogowy. Na przeszkodzie stają jednak…urzędnicy

Władze gminy Kisielice wstrzymują się z położeniem kolejnych gumowych dróg na swoim terenie. Wszystko przez kwestie urzędnicze. Burmistrz nie ukrywa żalu do władz powiatu, że ciągle wymagają kolejnych dokumentów, które uczynią zadość wymogom formalnym dotyczącym nowatorskiej nawierzchni.

Od położenia gumowej maty na kilkusetmetrowym fragmencie zaniedbanej drogi we wsi Goryń przy granicy z Kujawsko-Pomorskiem minęły już trzy miesiące. Dzięki niej gmina Kisielice stała się sławna na cały kraj. Przyjeżdżali do niej samorządowcy z innych województw, chcąc wprowadzić podobne rozwiązanie u siebie. W maju w rozmowie z Onetem burmistrz Kisielic zapowiadał powstanie kolejnych gumowych dróg w gminie. Jak się jednak okazało, urzędowe formalności spowolnią nieco ten proces.

Kłopoty urzędnicze z gumową drogą

Samorządowcy z Kisielic już wcześniej zaczęli gromadzić dokumenty. Na wszelki wypadek. Zdobyli zaświadczenia stanowiące o tym, że jezdnia nie zagraża środowisku i że wykonano ją z materiałów stosowanych w budownictwie. Rozpoczęli też starania o certyfikat dostosowania tej nawierzchni do dróg o niewielkim natężeniu ruchu. Burmistrz gminy Rafał Ryszczuk uważa, że większość z tych pism jest niepotrzebna, ale namówili go na nie prawnicy i inżynierowie.

Niedawno rozpoczęła się walka o certyfikat dotyczący nawierzchni do budowy dróg. Gminni urzędnicy usłyszeli od powiatowych, że powinni uzyskać antypoślizgową powłokę. Dlatego los dalszych gumowych dróg będzie zależeć od tego czy i kiedy uda się to osiągnąć.

– Urzędnicy powiatowi już wcześniej powiedzieli nam, że nie znają tego typu nawierzchni i lepiej będzie zrobić certyfikaty – wzdycha burmistrz. – Ja się dziwiłem, bo np. jak utwardza się drogę żużlem lub gruzem, to żadnych certyfikatów nie trzeba. A tutaj tak. Zauważyłem taki „papierowy upór”. Dlatego chcemy je zdobyć, żeby się nie okazało, że jak ułożymy kilka kilometrów dróg, to trzeba będzie je potem zdjąć.

Ulepszenia na gumowej drodze w Kisielicach

Niezależnie od urzędniczych starań, na już położonej jezdni trwają eksperymenty mające na celu znalezienie optymalnego rozwiązania, który zwiększy przyczepność gumowej nawierzchni. Podczas deszczu droga hamowania jest tam bowiem dłuższa niż na normalnej, utwardzonej ulicy. Wszystko jednak wskazuje na to, że na ten mankament uda się wkrótce znaleźć rozwiązanie.

– Zrobiliśmy sześć natrysków z różnych materiałów. Różnią się od siebie rodzajem kruszywa oraz spoiwem. Teraz testujemy te sześć odcinków, z których każdy mierzy po kilka-kilkanaście metrów, żeby zobaczyć, który będzie najlepszy – zdradza Rafał Ryszczuk. – Po nałożeniu tych warstw pojechałem sprawdzić je swoim samochodem i muszę przyznać, że to jest chyba strzał w dziesiątkę. Hamuje się naprawdę dobrze.

Źródło: onet.pl/foto: onet.pl

Brak komentarzy

Dodaj komentarz